Luksus opcji do wyboru
Pamiętam uczucie, które towarzyszyło mi, gdy miałem lat 18, czy 20. Czułem się jak szczur, którego ktoś dźga kijem w dupę popychając w stronę życiowych wyborów. Co robi tak traktowany szczur? Pewnie ucieka w stronę najszerszej dziury. I tak postępowałem, popychany przez "życie" uciekałem bez większego namysłu w stronę najszerzej otwartych drzwi. Na podstawie czego były podejmowane te decyzje? Po części rad mojej mamy, po części tak, żeby w jakiś sposób przybliżały mnie do moich celów, a po części przypadkowo, byle do przodu. Patrząc wstecz te 20 lat dopiero teraz widzę, jak wiele opcji miałem do wyboru, a nawet ich nie dostrzegałem. Wybierałem szybko te najszerzej otwarte drzwi (studia, praca, mieszkanie, auto, wakacje.....) i doszedłem tam, gdzie pozostałe "szczury życiowe" - niejako do końca tego samego labiryntu jaki zbudował dla nas los / Bóg / przeznaczenie (cokolwiek, czy ktokolwiek to był). Jest jeszcze opcja, że nie ma żadnego labiryntu, bo wszystko je...