Po co nam celebryci?
Jak zwykle w wolnym czasie włączyłem muzykę na youtube na chwilę... Po dwóch godzinach słuchania trafiłem na Bono z U2 skandującego z widzami "People have the power". Myślę sobie: "temu to się nigdy chyba nie znudzi, heh". Pamiętam go z lat osiemdziesiątych, gdy używał tuby swojej popularności angażując się politycznie śpiewając "Sunday, Bloody Sunday", potem kojarzę go z akcji poparcia dla uwięzionej Aung San Suu Kyi. No i od razu przypomniał mi się Ronaldo i jego akcja wymiany Coca Coli na wodę. Pomyślałem: "a może celebryci mogą nam się na coś przydać?". Do tej pory znane osoby kojarzyłem jedynie z cukierkowym światem Instagramu, życiem na pokaz i robieniem wszystkiego dla kasy. Tylko jaki zysk może mieć Ronaldo z propagowania picia wody? Albo po co Bono ciągłe angażowanie się w ważne ideologicznie sprawy? Przecież obydwoje są już obrzydliwie bogaci i ani rozgłos ani kolejne miliony nie robią już na ich pewnie wrażenia. Zatem może jedna...