Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2021

Po co nam celebryci?

Obraz
Jak zwykle w wolnym czasie włączyłem muzykę na youtube na chwilę... Po dwóch godzinach słuchania trafiłem na Bono z U2 skandującego z widzami "People have the power". Myślę sobie: "temu to się nigdy chyba nie znudzi, heh". Pamiętam go z lat osiemdziesiątych, gdy używał tuby swojej popularności angażując się politycznie śpiewając "Sunday, Bloody Sunday", potem kojarzę go z akcji poparcia dla uwięzionej  Aung San Suu Kyi. No i od razu przypomniał mi się Ronaldo i jego akcja wymiany Coca Coli na wodę. Pomyślałem: "a może celebryci mogą nam się na coś przydać?". Do tej pory znane osoby kojarzyłem jedynie z cukierkowym światem Instagramu, życiem na pokaz i robieniem wszystkiego dla kasy. Tylko jaki zysk może mieć Ronaldo z propagowania picia wody? Albo po co Bono ciągłe angażowanie się w ważne ideologicznie sprawy? Przecież obydwoje są już obrzydliwie bogaci i ani rozgłos ani kolejne miliony nie robią już na ich pewnie wrażenia.       Zatem może jedna...

Życie jak film

Czy wiedziałeś, że w Hollywood filmy są tworzone na podstawie pewnego schematu, czy też formuły, która prawie zawsze jest gwarancją sukcesu? Podobno opiera się on na filozofii pewnego mitoznawcy Joshepha Campbella, który stworzył "monomit", czyli archetypiczny cykl życia bohatera. Czytałem kiedyś, że nawet z góry wiadomo kiedy mniej więcej powinna pojawić się na ekranie śliczna cycata drugoplanowa blondyna, żeby przyciągnąć uwagę widza. Pierwszą reakcją na te rewelacje jest oburznie: "jak to schemat? Czy widzowie są jak bezmyślne owce, które idą stadnie jak po sznurku śledząc zawsze tą samą skopiowaną historię?" A nawet jeśli, co w tym złego? Może jednak uda się z tego czegoś nauczyć? Skoro to działa, to musi być w tym jakieś ziarno mądrości. No dobrze, to w jakim sensie życie jest podobne do blockbustera?           Po pierwsze, dość szybko musi pojawić się cycata blondyna...... nie no, żartuję.           Po pierwsze, nie może być w...