Poszukiwacze złota

 

Poszukiwacze złota

Pomysł na ten wpis mi się przyśnił. Jakoś za bardzo o tym nie myślałem, ale skoro przyszło to do mnie we śnie, to pewnie wujek Freud by się nad tym pochylił. Pochylę się zatem nad tym i ja.

 

Szukanie partnera życiowego skojarzyło mi się z poszukiwaniem złota. Gdy gorączka złota pojawiała się w pewnym rejonie, najpierw zjawiali się tam najbardziej zainteresowani zarobkiem poszukiwacze i na początku zbierali wielkie samorodki prawie z powierzchni ziemi bez większego wysiłku. Piękne okazy leżały tam przypadkowo jakby czekając na nich.

Tak na marginesie, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę jak fascynującym kruszcem jest złoto i dlaczego jest tak cenne. Otóż, to naturalny i ograniczony w ilości na ziemi doskonały przewodnik. To kruszec dosłownie z nieba. Naukowcy doszli do wniosku, że złoto to pozostałość po eksplozji gwiazd w momencie ich destrukcji. Każda gwiazda, którą widzimy na niebie ma swój kres i po prostu na końcu wybucha, a to co wylatuje w bezkres kosmosu to czyste i piękne złoto. I właśnie takie pozostałości po jakiejś gwieździe wpadły w materię, która w konsekwencji stała się ziemią, jaką znamy. Tak więc, drogi czytelniku, jeśli kiedyś dałeś swojej ukochanej złote kolczyki lub pierścionek, to dałeś jej (nawet nie wiedząc o tym) cześć gwiazd i bezkresnego kosmosu.

No ale wróćmy do meritum tego wpisu. Tak więc, początki gorączki złota to były piękne i łatwe czasy. Bogactwo leżało na ulicy i wystarczyło tylko się po nie schylić. Z czasem, niestety, grudki złota robiły się coraz mniejsze i coraz trudniej było je znaleźć. Kończyło się na tym, że grzebało się w ziemi, by potem płukać ją w rzece poszukując malutkich śladów kruszcu, które były niewiele warte.

Skojarzyło mi się to z szukaniem partnera życiowego. Gdy jesteśmy młodzi i grzeje nas ta Boża iskra, to w naszym towarzystwie znajduje się wiele cennych osób, które niczym wielkie grudy złota, są na wyciągnięcie ręki i tak łatwo je schwytać. Wydaje się, że tak będzie już zawsze, że wspaniałe osoby będą łatwo dostępne dla nas przez całe życie. Jednak z czasem okazuje się, że tych oczywistych i łatwo dostępnych cennych okazów nie ma już za wiele i jeśli ktoś odkrył je jako pierwszy, to jest wielkim szczęściarzem, bo potem pozostają już tylko te mniejsze i  trudne do znalezienia. Po czasie trzeba się grzebać w brudzie i przesiewać masę gówna, żeby wypłukać choćby okruszek czegoś, co jest cenne. Patrzysz wtedy na znajomych, którzy pobrali się dwadzieścia lat temu i mówisz: „Cholera, dlaczego oni mieli tyle szczęścia i znaleźli tak wspaniale osoby, a ja nie mogę?” Ano, drogi kolego, wartościowe osoby, jak złoto, są w ograniczonej ilości i jeśli nie schwytałeś ich odpowiednio wcześnie, to straciłeś swoją szansę i teraz musisz się więcej przyłożyć bez gwarancji sukcesu. Nie bez powodu, mawia się, że „kto pierwszy, ten lepszy”. Zaspałeś? Miej pretensje tylko do siebie.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?