Nowa religia

Nowa religia

        Niedawno, nad szklaneczką Wild Turkey Bourbon mój drogi kumpel zastanawiał się głośno nad tym, że obserwując historię ludzkości, człowiek zawsze w coś wierzył. Mówił, że od zarania dziejów nasz gatunek potrzebował bóstwa. Modlił się do jakiegoś kamienia, słońca, figurek, czy innych form, których nie będę wymieniał, żeby nie być posądzonym o obrazę uczuć religijnych, co nie jest moim zamiarem. 
        Teraz, to co zastanawia, to w co wierzy człowiek we współczesnych nam czasach? Biorąc pod uwagę zlaicyzowanie świata Zachodniego, osobiście twierdzę, że nie jest to Bóg, jakiego znamy z naszego jeszcze dzieciństwa. Ten, którego baliśmy się idąc do spowiedzi, czy wobec którego czuliśmy bojaźń klęcząc na mszy. Obecnie bycie wierzącym to trochę obciach, bo to synonim ciemnoty, zacofania, wąskich horyzontów, hipokryzji i przymykania oczu na jawne przestępstwa i rozpasanie duchowieństwa. Święta to bardziej wolne dni i świeckie tradycje (jak np Boże Narodzenie i tradycyjny już "Kevin sam w domu") niż czas religijnej refleksji. Kościoły świecą pustkami. W co zatem wierzy ponowoczesny człowiek?
        I tutaj oświeciła mnie wczoraj Natalia Siwiec. Tak, dobrze widzisz. Oświeciła mnie Miss Euro 2012. Podobno podczas jakiejś sesji Q&A w Internecie na pytanie w co wierzy, miała odpowiedzieć, że jej "religią jest miłość". Okazuje się, że nie odkryła Ameryki, a jedynie w prostocie swojego serca potwierdziła to, co nowożytni filozofowie, okazało się (wrzucam cytat z wikipedii pod hasłem "miłość"), już zauważyli - Ponowoczesny człowiek wierzy w miłość.
       Czym ta nowa religia się objawia? Człowiek już nie modli się przed snem do Boga, tylko czyta jakiś romans (swoją niby książeczkę do nabożeństwa), albo pisze (modli się) ze swoim fagasem pół nocy na Messengerze. Niedzielna msza już nie jest kluczowym wydarzeniem tygodnia. Jej miejsce zastąpiła sobotnia randka. Zamiast na pielgrzymkę do świętego sanktuarium leci się na "bzykany weekend" do Paryża z jakimś łebkiem z Badoo. Świeczki zapalane wieczorem to nie symbol obecności Chrystusa, ale romantycznej atmosfery, a zamiast wody święconej zakrapiamy randki szampanem z naszym boskim chłopakiem. 
      Co ciekawe, to rozmodlenie w miłości wcale nie sprawia, że świat stał się miejscem, gdzie wszyscy się kochają, wręcz przeciwnie. Rozwodów coraz więcej, zdrad coraz więcej, dzieci w niepełnych rodzinach coraz więcej. Co rusz na FB pojawia się jakiś "guru miłości", który pisze swoje szkodliwe pierdolety o idealnej miłości i co zrobić, żeby związki były szczęśliwe, a rzesze spragnionych tego babeczek łyka to jak pelikan kombinerki. Tyle, że czytanie tego wcale im nie pomaga. Pomaga raczej nabić kabzę tym "duchownym" sprzedającym swoje bzdurne książki. Czy zarabianie na ludzkiej naiwności i desperacji czegoś nie przypomina? Przypomina mi to, co mój dobry kumpel powiedział, że człowiek musi w coś wierzyć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?