Miłość
Miłość życia
Niektórzy zakochują się w sekundę, inni czekają na znaki od Wszechświata, jeszcze inni nie pozwalają sobie na emocje i chłodno kalkulują. Ostatnio dochodzę do wniosku, że jestem trudnym przypadkiem, bo pokochanie najważniejszej osoby zajęło mi prawie czterdzieści lat.
Tak, dobrze się domyślasz, mówię o pokochaniu samego siebie. Dobrze poszło mi z kochaniem innych, całkiem nieźle z akceptacją faktu, że ktoś może kochać mnie, ale zupełnie kiepsko szło mi pokochanie samego siebie. Mój ulubieniec, wujek Freud, pewnie poszukałby powodów we wczesnym dzieciństwie i z pewnością miałby rację. Jednak co innego racjonalnie zauważyć problem, a zupełnie czymś innym jest temu zaradzić. Jak mówiłem, zajęło mi to ok czterdzieści lat.
Oczami duszy widzę, jak znów dostanę wiadomości na messengerze, że szerzę ideę egoizmu i że najpierw powinno się kochać innych. Oszczędź sobie wysiłku, proszę. Zbyt wiele lat starałem się przypodobać i kochać innych, że w tym wszystkim zapominałem o najważniejszej osobie. O sobie.
Może to brzmi dziwnie, ale tak, można starać się być dobrym człowiekiem, starać się dawać więcej, niż oczekiwać i z tego czerpać satysfakcję, a mimo wszystko nie lubić się i nie kochać siebie.
Nie mam pojęcia jak odbierzesz ten bardzo osobisty post, ale przyznam, że trochę jest mi to obojętne. Chciałem to po prostu rzucić w przestrzeń, skoro ten blog ma formę mojego pamiętnika.
Komentarze
Prześlij komentarz