List

Drogi Przyjacielu,

       Dziękuję za Twój ostatni list. Cieszę się, że w końcu spędziłeś trochę czasu z rodziną w święta. Wiem jak to jest żyć i pracować z dala od najbliższych. Ani pieniądze, ani nowi znajomi nie potrafią człowieka pocieszyć, co nie?
      Co u mnie? Znowu przytyłem. Niby się pilnuję, niby sobie odmawiam, a i tak z roku na rok w pasie jest mnie coraz więcej. Tęsknię za czasami, kiedy mogłem jeść co chciałem, ile chciałem i ciągle wyglądałem jak  grecki bóg, hahahaha. Obydwoje wiemy, że nigdy nie byłem typem Adonisa, ale z wiekiem jakoś mam tendencję do wygładzania przeszłości i w niej jestem przystojniakiem, za którym szaleją wszystkie laseczki. Kto powiedział, że wspomnienia mają być wiarygodne i uczciwe? Kto mi zabroni je trochę podkoloryzować? 
     Nie mogę ostatnio znaleźć ciekawej książki. Aktualnie jestem w połowie pewnej historii o starszym małżeństwie artystów mieszkających na Cape Cod w USA. On jest uznanym i cenionym malarzem, którego uwielbia świat sztuki w NYC, a ona dużo młodsza, zupełnie bez talentu, wpatrzona z uwielbieniem w niego i zazdrosna o wszystko, co on ma, a czego jej brakuje. Jest przy tym pusta i pretensjonalna. Tak, pretensjonalna to dobre określenie na nią. Poznając ich, zastanawiam się co trzyma ich razem. On większość czasu spędza w pracowni, albo na spacerach i odnoszę wrażenie, że wcale mu się nie spieszy do słuchania jej narzekania i wiecznych fochów o wszystko. Ona natomiast uczepiła się go jak rzep psiego ogona i wydaje się, że bez niego by nie potrafiła odnaleźć się w życiu. Tak jakby on definiował jej istnienie. To przygnębiające. W ogóle ta książka mnie jakoś dołuje. Ale mimo wszystko jestem ciekaw, co się jeszcze wydarzy, jeśli w ogóle. 
     W pracy spoko. Ekipa jest w dechę. Robota idzie wśród pogwizdywania i śpiewu razem z artystami puszczanymi na Esce. Jak wiesz, to jedyna stacja, oprócz Rydzyka, którą odbieramy na naszym radiu. Ale nie przeszkadza mi to i ochoczo śpiewam po raz setny: "wiem, że chciałabyś odlecieć stąd, widzę to po Twoich durnych oczach". Tak, zamieniłem "dużych" na "durnych" i jakoś za każdym razem mnie to śmieszy. Wczoraj też sprzedałem chłopakom nowy wyraz, który widziałem na reklamie na FB - wyjebongo. Chyba im się spodobał, bo zamiast "wyjedź tym na zimny", mówimy teraz "wyjebongo to na zimny". No a "mam na to wyjebongo" też lepiej brzmi od oryginału. Co myślisz?
    Dobra, spadam, bo kawa mi ostygła i muszę zrobić następną. Wrócę potem do książki, bo moja para artystów została zaproszona na imprezę, a będzie tam taka babeczka, która wpadła w oko temu gościowi. W głowie nazwał kolor jej włosów - brąz Kolorado, więc widać, że coś się dzieje. Może w końcu będzie jakaś akcja, if you know what I mean. 

Hej

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?