fantazja

"Bo fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego ..."

     Czy tylko ja tak mam, że próba przełożenia fantazji na rzeczywistość zazwyczaj się nie udaje? Wyobrażam sobie doskonałą randkę w postaci pikniku na łonie natury. Wiklinowy kosz, w środku szarlotka, szampan i dwa kieliszki. Koc w kratę rozłożony na trawie, wokół kwiaty, drzewa i ptaki ćwierkające nad nami. Eh, jakie to piękne i romantyczne. W rzeczywistości okazuje się, że jestem spocony, bo słońce niewiarygodnie praży, ciągle trzeba odganiać jakieś upierdliwe muszki, ziemia, na której leży kraciasty koc jest cholernie twarda, a kieliszki się przewracają na nierównościach. I teraz ona musi trzymać je w obydwu dłoniach podczas, gdy ja kroję szarlotkę. Oczywiście ta kruszy się i kawałki zamiast równych trojkącików, tworzą jabłkową kupę na papierowych talerzykach. I tak z idealnego sielskiego marzenia powstaje w rzeczywistości pełna udręki mordęga. Jeszcze tylko pozowane zdjęcie, które wrzucasz na FB i cała rzesza damskiej części Twoich i jej znajomych sypie lajkami i komentarzami typu: "aaah, jak pięknie", "zazdro", czy "ależ romantycznie". Oni nie wiedzą, że to tylko wygląda świetnie, a w rzeczywistości jest jednym, wielkim rozczarowaniem.
      Powyższa randka nigdy się nie wydarzyła, ale ja też mam za sobą kilka takich upadłych fantazji. Kilka lat temu, na rocznicę wynająłem megaśny apartament w centrum jednego z dużych miast. W głowie widziałem nas wystrojonych, pijących szampana na dachu Polski, jej roziskrzone oczy, a potem wielogodzinny, fikuśny i zakończony spazmami rozkoszy seks, po którym leżymy nadzy i zachwycamy się widokiem. Okazało się jednak, że panel sterowania był dla nas tak skomplikowany, że nie potrafiliśmy otworzyć okien, ani włączyć świateł tam, gdzie było potrzeba. Powciskałem coś na chybił trafił i jakoś się poruszaliśmy po lokalu. Szampan za szybko się skończył, a seks .... w głowie trwało to jednak o wiele dłużej. O wiele 🤣. Na koniec, jako "truskawka na torcie", Sylwia przy śniadaniu znalazła świński włos w pasztecie, co już całkowicie zepsuło romantyczny vibe wyprawy. 
      Jednak, z perspektywy czasu to właśnie problemy z oświetleniem i ten włos w pasztecie są najlepszymi wspomnieniami z tamtej wycieczki.  To z nich się najwięcej śmiejemy i to one pozostawiają ten uroczy błysk w oczach Sylwii. Tak więc, mimo wszystko, warto mieć fantazje i przynajmniej starać się przekuć je na rzeczywistość.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?