biznes
Granica opłacalności
Każda relacja, czy to wieloletnie małżeństwo, czy trzymiesięczna znajomość ze stażystą, jest niczym firma. Z tym, że inne warunki panują w małej jednoosobowej działalności, a zupełnie inaczej jest w transnarodowej korporacji, to oczywiste. Jednak jest coś, co działa jako wspólny mianownik tych wszystkich przedsięwzięć - zysk. Bez zysku nie opłaca się prowadzić jakiejkolwiek firmy. Nie odkrywam tym Ameryki, bo przecież to oczywista oczywistość.
A czym jest zysk w relacji? To na przykład poczucie spełnienia, odpoczynek, dobre samopoczucie, uczucie bezpieczeństwa, śmiech, wspólny taniec i zabawa, perspektywy na przyszłość. Wszystko to, co sprawia, że chce się spędzać z daną osobą więcej czasu, czasem nawet całe życie. Jeśli to uczucie jest obopólne, to mamy do czynienia z "zyskiem" w danej relacji.
Jeżeli natomiast uczucia są odwrotne do tych, które wymieniłem powyżej, to tracimy. Tracimy radość, chęć do życia, ochotę na kolejne spotkania, poczucie własnej wartości, rozpęd życiowy. Każde kolejne spotkanie wysysa z Ciebie energię i jesteś po nim zmęczony. Do każdego spotkania musisz się przygotowywać - trzeba pamiętać jakich tematów unikać, jak ominąć zwroty, które go drażnią, jak mu się przypodobać, żeby nie zaczął być złośliwy i nie atakował. Taka relacja generuje "stratę".
Mając to w pamięci jest jeszcze coś, na co należy zwracać uwagę. Mianowicie, na "granicę opłacalności". To granica, po której firma nie potrafi obsłużyć kosztów zadłużenia i bankrutuje. Każda relacja ma swoje wzloty i upadki. Czasem zyskujemy, a innym razem tracimy. Jednego dnia dobrze się między nami układa, a innego gorzej. Jak to w życiu. Czasami gorszy okres się przedłuża i żeby nasza firma / relacja przetrwała, trzeba wziąć "kredyt". To okresy, gdy dana osoba daje Ci tylko złe emocje, a Ty mimo to trwasz przy niej wierząc w nią i w to, co między Wami jest. (Czy to dobrze? No pewnie! Sam miałem w życiu trudne okresy i cieszę się, że miałem wtedy obok siebie kogoś, kto mimo wszystko we mnie i w nas wierzył. Cieszę się, że miałem szansę odrobić "stratę"). Gdy jednak lepszy okres nie nadchodzi, trzeba mieć odwagę ogłosić bankructwo relacji i zamknąć ją, żeby przeżyć.
Na koniec ostatnia obserwacja. Każda relacja ma inną "zdolność kredytową". Co mam na myśli? Więcej cierpliwości i szans damy długoletniej i wartościowej relacji, niż dwumiesięcznej nowej znajomości. W tym pierwszym przypadku kiepskie okresy mogą ciągnąć się latami, a mimo wszystko w niej trwamy w nadziei na poprawę. Natomiast przy nowych znajomych kilka pierwszych wpadek może bezpowrotnie przekreślić wspólną relację.
Najważniejsze, żeby nasze wszystkie relacje były "zyskowne", a do tego trzeba wysiłku. Bo nic nie spada z nieba. Zysk wypracowuje się wzajemnymi miłymi chwilami i codziennym dbaniem o tę drugą osobę. Kamyczek do kamyczka. Tego Wam przy sobocie oczywiście życzę. Hej.
Komentarze
Prześlij komentarz