Pierwsza randka
Co bym poradził siedemnastoletniemu sobie tuż przed moją najwazniejszą randką? Yyyyyy, sam nie wiem. Tam nie było co poprawiać. To trzeba by zrobić zupełnie od nowa. Dzisiaj, po 23 latach od tamtej randki mogę ze spokojem analizować wydarzenia, bo wiem, że skończyły się dla mnie bardzo dobrze. Wtedy jednak, będąc tam, widzialem to zupełnie inaczej. Wtedy wydawało się to jak największa katastrofa życia.
No ale od początku. Byłem zwyczajnym nastolatkiem. Ani przystojnym, ani brzydalem. Ani klasowym głupkiem, ale też żadnym prymusem. Byłem we wszystkim średni. Centralnie po środku krzywej Gaussa. Całkiem towarzyski, wygadany, wesoły. A ona? Onieśmielająca! Oliwkowa skóra, piękny uśmiech, ciemna oprawa oczu. Latem, gdy chodziła w krótkich spodenkach i obcisłej bluzeczce, sprawiała, że mój nastoletni umysł uciekał w krainę snu na jawie. Tak jak ja byłem graczem ligi okręgowej, ona zdecydowanie była w Champions League.
Pomimo całych lat świetlnych, które nas dzieliły musiałem przynajmniej spróbować ją zdobyć. Może we wszystkim byłem przeciętny, ale miałem jedno - odwagę. Wiedziałem, że chcę mierzyć wysoko. Albo wysoko, albo wcale. Podszedłem do całej operacji jak generał do wojny. Wziąłem pod uwagę swoje mocne i słabe strony starając się wykorzystać te pierwsze. Byłem całkiem dobrym bajerantem, więc musiałem ją mieć tylko dla siebie żeby móc jej naopowiadać swoich historyjek. Jednak siedząc w kawiarni na przeciwko siebie mógłbym się w trakcie zaciąć ze stresu. A jak się zatnę i ona się połapie, że jestem spięty, to już po mnie. Nie mogę dać po sobie poznać, ile nerwów mnie to kosztuje. Wymyśliłem więc, że zorganizuję niezobowiązujące spotkanie przy malowaniu mebli u mojej siostry (akurat miałem tą robotę nagraną już od jakiegoś czasu). Nie będzie uroczystej atmosfery randki, będzie co robić cały czas, będę mógł wykazać się jako "złota rączka" przy malowaniu będzie łatwiej mi przygotować jakieś ciekawe tematy do rozmowy. Plan idealny.
Proponując jej spotkanie byłem luźniejszy, bo przecież to niby nie była ranka, tylko pomoc mojej siostrze, którą Sylwia też przecież znała. Zapomniałem tyło o jednym. O czymś, co akurat w takich okolicznościach mogło zaważyć o sukcesie mojej "misji". Otóż, stresujące wydarzenia wywoływały we mnie... rozwolnienie. No i pewnie. Akurat w najważniejszy wieczór mojego nastoletniego życia, w dzień randki z najpiękniejszą dziewczyną na świecie..... dostałem najzwyczajniejszej w świecie sraczki. Pędzle przygotowane, papier ścierny też, przekąski w miseczkach. Wszystko gotowe na jej przybycie. Patrzę na zegarek. Jeszcze pół godziny .... Bul, bul, bul.... Czuję znajome bulgotanie w jelitach. Kropla potu pojawia się na czole i już wiem, że jest źle. Dobra, jeszcze mogę to uratować. Szybki "zrzut na platformę", przewietrzę kibelek i jakoś będzie. Siadam na muszli i zamiast szybkiego numerka, otwierają się bramy piekieł i leci ze mnie jak wiadra. 20 min cierpienia i jelit wywracanych na lewą stronę. Uciekam z kibelka. Już nie dam rady przewietrzyć. Zamykam drzwi do ubikacji i idę się umyć. Myję ręce, z twarzy zmywam pot i spoglądam na sobie w lustrze. Widzę w swoich oczach desperację. Widzę, że to się źle skończy. Jeśli ona wejdzie do ubikacji, to ucieknie gdzie pieprz rośnie.
Ding, dong! Przyszła! Otwieram drzwi z bladym uśmiechem, a z tyłu głowy tylko jedna myśl: "jak pójdzie do ubikacji to koniec". Wchodzi do pokoju, pokazuję jej jak przygotować powierzchnię, potem jak oczyścić przed malowaniem, cos tam bełkoczę, a moje myśli cały czas o jednym. Zamiast myśleć o tym jak ją pocałować, czy chociaż złapać za rękę, moje myśli zajęte są tylko smrodem jaki panuje w ubikacji. Długo nie trzeba było czekać. Jak to dziewczyna..... Ona musi siusiu. Stało się! Miałem szansę. Miałem randkę z dziewczyną moich marzeń i co? I gówno. Dosłownie. Kto mógłby to przewidzieć? Jak mogłem o tym zapomnieć, że tak reaguję na stres? Dlaczego akurat w takim momencie mi się to przytrafiło? Dlaczego przynajmniej raz w życiu nie mogło przydarzyć mi się coś dobrego? Eh, taki już mój los. Ciekawe jaką ksywkę zdobędę po tej randce? Zasraniec? Śmierdziel? Kupen majster?
Podsumowując, tamta randka dowodzi jednego - Jeśli ktoś jest Ci przeznaczony, to nawet jeśli wszystko pójdzie nie tak, to i tak będziecie razem. Gdy natomiast nie jest, to choćbyś przygotował idealną randkę, to i tak nic z tego nie będzie. Sylwia wyszła z kibelka o własnych siłach i dokończyliśmy malowanie. Potem została moją dziewczyną, następnie żoną, a w październiku będziemy świętować siedemnastą rocznicę naszego ślubu. Kto by pomyślał, że całe nasze szczęśliwe małżeństwo rozpoczęło się od takiej śmierdzącej historii.
Komentarze
Prześlij komentarz