W zgodzie z naturą

     Im jestem starszy, tym bardziej doceniam życie w zgodzie z naturą. Nie mam na myśli tego, co od razu narzuca się jako naturalne (nomen omen) skojarzenia, czyli jedzenie marchewek, chodzenie na boso i mieszkanie gdzieś na odludziu bez prądu. Obserwując siebie i ludzi wokół mnie dochodzę do wniosku, że życie wbrew naturze źle się na nas odbija. Młody, niedoświadczony człowiek chce iść na przekór. Chce łamać tradycję, konwenanse i schematy. Nie rozumie, że to, co chcą mu wpoić rodzice to mądrość zbudowana na doświadczeniach tysięcy pokoleń przed nami i działanie wbrew temu, to działanie wbrew naturze ludzkiej i co za tym idzie, działanie na swoją szkodę. Nie żyjemy wiecznie i wszystko ma swoje czasy i pory. Kto tego nie zauważy, traci? Poniżej dwa przykłady z życia :
      "Po co szybko rodzić dzieci? Przecież to nie średniowiecze i nowoczesna kobieta może rodzić nawet, gdy ma czterdziestkę na karku". Otóż, no pewnie, że może i nikt nie stoi z mieczem nad jej głową, gdy jest młoda i nie każe jej się rozmnażać. Tylko czy widzieliście czterdziestolatkę w ciąży i potem wychowującą maluszka? W tym wieku czuć już pierwsze oznaki zmęczenia życiem (nie zaprzeczajcie, bo wszyscy wiemy, że tak jest) i wysiłek dla organizmu jakim jest ciąża to tytaniczna praca. Dwudziestolatka  przefrunie przez ciążę i wychowanie dziecka jak ptaszek i gdy dzieciak ma 20 lat i jest gotowy na opuszczenie gniazda, ona ma 40 lat i nowe życie przed sobą, którym może się cieszyć przez kolejne 40lat. Natomiast, gdy kobieta, która urodziła w wieku 40lat wypuszcza swoją latorośl z gniazda ma już 60lat i jest umęczona życiem jak koń po westernie. Na dodatek jej rodzice mają pewnie ponad 80lat i trzeba się nimi zająć. Wtedy "babcia", zajmuje się drugą babcią. I po co to wszystko? Po co działać wbrew naturze? Młodzi ludzie powinni się dobierać w pary i płodzić potomstwo, bo to naturalnie najlepszy na to czas. Po co to zaburzać i działać na przekór naturalnym procesom? Dla kariery? Dla imprezowania przez 20lat? Serio? Chodzenie po knajpach do czterdziestki jest warte reszty życia na męczeniu się?
           Drugi przykład: szukanie partnera życiowego do ok czterdziestki. Już kiedyś odnosiłem się do zjawiska "singli z wyboru". Coraz ich wiecej - stoi przy barze dobrze ubrany facet, ładnie pachnie, zacne buty i drogi zegarek. Jednak widać, że łysieje, brzuszek już widoczny i zmęczone oczy. To czterdziestoletni singiel na łowach. Na koncie z dziesięć krótkich związków, ileś tam "krzywych akcji" ze swoimi ex. On już doskonale zna wszystkie numery jakie wywijają kobiety. Już się na nie nie nabierze i jest gotowy na poważny związek. Serio? Chłop na takim etapie jest gotowy na poważny związek? Na wspólne zakupy, na wstawanie do dziecka w nocy? Na pieluchy i kaszkę na butach za tysiaka? Przecież jemu się już nie chce. On ciężko pracował na swoją pozycję w firmie, na mieszkanie w centrum, które spłaca już z 15lat i furkę za sto tysi. Jakoś nie widzę go w roli obrzyganego tatusia w środku nocy jak jedzie na SOR z maluszkiem. Raczej widzę go na wyjeździe intergacyjnym z kumplami albo na wyprawie do Nigerii na safari. Ten gość "przespał" swoją chwilę na rodzinę. Gdy miał dwadzieścia lat miał siłę, rozpęd i zdrowie na te bezsenne noce z niemowlakiem, na pracę po godzinach, żeby dopiąć domowy budżet i jeszcze na seks ze swoją młodą dziewczyną / żoną nocami po takich pracowitych dniach.
        Gdy jesteśmy młodzi, jesteśmy atrakcyjni, silni i gotowi na to, co natura dla nas przygotowała. Na stworzenie swojej własnej rodziny, dzieci i uwicie gniazda. To właśnie to gniazdo da nam ciepło w wieku lat czterdziestu i później. To kapitał, który będzie procentował na stare lata. Kto przespał ten okres na imprezach i szukaniu księcia z bajki lub odkładaniu decyzji o dziecku z roku na rok, już tego nie odpracuje i nie naprawi. Kiedy ja uczę się gry na pianinie, wyjeżdżam z kumplem w góry albo survival do lasu, a  resztę wieczorów spędzam z rodziną przy Monopoly albo z żoną przy szachach, jakiś inny czterdziestolatek wychodzi po raz setny na poszukiwanie miłości swojego życia i pewnie znowu wróci do domu sam. Może jest świetnym fachowcem zawodowo i potrafi wyczuć odpowiedni moment na giełdzie, w którym należy wejść w jakiś walor, ale w życiu przegapił okazję na najlepszą "inwestycję". 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?