Zwodnicza prędkość
Chciałbym dzisiaj poruszyć temat prędkości. Od zarania dziejów człowiek stara się przyspieszyć wszystko. Najpierw chodził na nogach. Potem wsiadł na konia, potem na rower, na motor, w auto, w pociąg, w samolot, by na końcu wsiąść w rakietę, która wyniosła go poza ziemską atmosferę.
To samo odbyło się w dziedzinie komunikacji: najpierw rozmawiało się przy ognisku, potem dawało sygnały dźwiękowe lub dymne, następnie wynaleziono pocztę, potem telegraf, telefon, komórki i internet o zwrotnej prędkości przesyłania danych.
Jednak pojawia się pytanie, czy wraz ze wzrostem prędkości wzrosła też wartość naszej komunikacji? Czy fakt, że w jednej sekundzie mogę skontaktować się lub szybko przetransportować samolotem do osoby na drugim końcu świata, dodało wartości tej relacji? Dodało prędkości, ale czy także wartości?
Gdy się zastanawiam nad naturą świata, większość wartościowych rzeczy potrzebuje czasu. Np posąg Dawida powstawał 4 lata, Brooklyn Bridge 13lat, od pierwszej uchwały dotyczącej metra w Warszawie do otwarcia pierwszej stacji minęło 70lat, ciasto drożdżowe kilka godzin 😉🤭. Mógłbym tak mnożyć przykłady rzeczy, które potrzebują czasu, żeby osiągnąć pełną wartość.
Gdy myślę o prędkości komunikacji przypominają mi się czasy sprzed ery telefonów, gdy jedynym sposobem była wymiana korespondencji listownej. Autor pisał swój list i po wysłaniu musiał czekać ze dwa, cztery albo więcej tygodni, zanim przeczytał odpowiedź. Jenak ten dla nas niewiarygodnie długi czas pozwalał autorowi przemyśleć to, co napisał, jego emocje się "uleżały", refleksje powoli wykiełkowały. Długi czas oczekiwania to był czas, gdy mógł domyślać się nad otrzymaną odpowiedzią, rozważyć różne warianty, spotkać się z przyjacielem i omówić (nie raz) swój problem. Gdy nadeszła odpowiedź od adresata, nie dość że była wielkim i wyczekiwanym prezentem, to autor był emocjonalnie na nią gotowy.
A co mamy teraz? Każdy znajomy czy członek rodziny jest momentalnie osiągalny. Czy jest w pracy, czy na zakupach, czy z rodziną w domu, "pyk" , wiadomość wysłana. "Pyk", za minutę dostaję odpowiedź. No cudowne rozwiązanie. Tylko spróbuj przeżyć konflikt w tak "ponaddźwiękowych" warunkach. Zanim zorientujesz się co się stało, zanim Twój umysł nadąży za emocjami, Ty już z adresatem wyzywasz się od "debili", "zjebów" i "wariatek". Nie ma czasu zastanowić się nad argumentami, nie ma chwili na odpoczynek, bo na ekranie telefonu wyskakuje co chwila nowa inwektywa, na którą trzeba odpowiedzieć. Po godzinie okazuje się, że zazwyczaj spokojny i kulturalny człowiek nawtykał i zezwał od najgorszych przypadkową osobę na jakimś forum na fb.
A skąd to się bierze? No właśnie z tej uwielbianej przez nas prędkości. Nasze emocje i nasz umysł nie są przystosowane do tego rodzaju hiper komunikacji przez co psujemy nasze relacje i ślizgamy się jedynie po powierzchni uczuć. Co chwila pika telefon domagając się odpowiedzi. To nic że nie miałem czasu jej przemyśleć, to nic, że pisałem ją robiąc coś innego. Piszę "hehe, no rejczel", dodaję emotkę i wciskam "wyślij". Poszło. Mam dziesiątki znajomych na messengerze, a tak na prawdę nie mam wartościowej relacji z żadnym z nich. Bo relacje potrzebują czasu, dużo czasu i uwagi. Tak jak drożdżowiec mamy, który wspominam z dzieciństwa.
Komentarze
Prześlij komentarz