Iluzja emerytury
Całe życie słyszę o emeryturze. W dzieciństwie ciągle rodzice, wujkowie i ciotki pracowali w nadziei, że w końcu kiedyś nadejdzie ta upragniona i wyczekana emerytura. Mój wujek nawet przez ostatni rok pracy zawodowej odliczał dni, a potem godziny do końca kariery. W skali mikro przypomina mi to ludzi, którzy od poniedziałku odliczają dni do weekendu. Wiesz, co to dla mnie znaczy? Oznacza to dla mnie, że te 30 lat pracy, albo 5 dni w tygodniu jest gówno warte dla nich. Chcą jak najszybciej przelecieć ten czas, żeby w końcu doczłapać się do emerytury lub weekendu.
Obawiam się, że ci fantatycy emerytury nie biorą pewnych czynników pod uwagę. Ważnych czynników. Takich, które mają istotny wpływ na rzeczywistość. O czym mówię? Ano, o tym, że w momencie marzeń o emeryturze człowiek jest silny, zdrowy, ma środki i możliwości i zamiast spełniać marzenia, odkłada je na starość. W momencie przejścia na emeryturę już tego wszystkiego zazwyczaj mu brak. Niby może wszędzie pojechać, ale jest zbolały i schorowany, kasa utopiona w wymarzonym domu (który dopiero co został spłacony bankowi), wzrok słaby, partner życiowy, z którym chciało się cieszyć "wolnością" może już dawno nie żyć, itd itd. Okazuje się, że to, na co czekało się przez trzydzieści (i więcej) lat pracy zawodowej było tylko iluzją i mirażem. Jakoś nie widzę moich rodziców podróżujących po świecie z uśmiechem na twarzy i korzystających z uciech emerytury. Tak samo pozostali emeryci, których znam. Siedzą raczej przed tv i cieszą się, jeśli sami potrafią się wysikać, a zrobienie codziennych zakupów to wyczyn na miarę zdobycia Mont Blanc. Tak wygląda zazwyczaj emerytura, bo starość rzadko jest fajna.
Co zatem zrobić z tą świadomością, że życie na emeryturze nie jest takie słodkie jak byśmy chcieli? Jedynym sposobem jest cieszyć się tym, co się nazywa "tu i teraz". Cieszyć się bliskimi w domu, znajomymi w pracy, ładną pogodą, ciekawą ksiazką. Tym, co otacza nas tu i teraz. Nie ma co czekać na podróż życia do emerytury. Lepiej odłożyć kasę i jechać jak najszybciej, póki jest nadal siła w mięśniach i chce się żyć. Nie ma co odkładać pięknych wrażeń na jutro, albo na weekend. Jeśli za kimś tęsknię, to lepiej go odwiedzić (albo chociaż zadzwonić) dzisiaj i nie czekać do soboty. Jeśli mam ochotę na pyszną rybę w knajpie, to po co czekać na odświętną okazję jak urodziny czy rocznica? Lepiej wziąć ukochaną w auto i zabrać ją na kolację niespodziankę dzisiaj. Jutra może nie być dla mnie, albo może zastać mnie z chorobą lub inną tragedią. Wolę cieszyć się życiem póki mogę.
Komentarze
Prześlij komentarz