Samotność
Przeczytałem dzisiaj w książce, że poczucie samotności nie jest czymś złym. Zgaduję, że autorowi tych słów nie chodziło o taką całkowitą Samotność, gdzie osoba jest sama na świecie i nie ma nikogo, do kogo może otworzyć usta. Z kontekstu wynikało, że czasem w życiu, w związku przychodzi chwila osamotnienia.
Czasem odnoszę wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. Że albo świat zwariował albo ja (przy czym to drugie jest bardziej prawdopodobne, przyznajmy to). Bywają momenty, że wobec problemu lub wyzwania czuję się osamotniony. Np. tuż przed egzaminem na studiach albo przed rozmową kwalifikacyjną. Nie ma przy mnie rodziny, przyjaciela, żony, czy kogokolwiek, kto mógłby mnie wesprzeć. Jestem tylko ja i egzamin. Ściana, na którą nikt za mnie nie wejdzie. Muszę się z tym zmierzyć sam. Samotnie. Muszę sobie udowodnić, że potrafię to zrobić. Udowodnić światu, że jestem tego wart. W tym znaczeniu Samotność jest czymś dobrym.
Gdy biegałem, czytałem w literaturze o "samotności długodystansowca". To ten czas w życiu, gdy nikt Cię nie podwiezie, nikt nie będzie przebierał za Ciebie nogami, nikt nie krzyknie: "dasz radę". Musisz dobiec do mety i nikt oprócz Ciebie tego nie zauważy. Nikogo, oprócz Ciebie to nie obchodzi. I dobrze, bo robię to dla siebie. Po to, żeby udowodnić coś samemu sobie. Że dam radę. Że jestem tego wart.
Komentarze
Prześlij komentarz