Konsumpcjonizm

Często wydaje nam się, że w obecnym czasie jesteśmy w szczytowym punkcie rozwoju ludzkości i nasza cywlizacja to najwyższe dobro. No przecież w porównaniu do takiego jaskinowca mamy obecnie raj na ziemi. Nie trzeba cały dzień biegać po lesie szukając pożywienia, kupę robimy do białego kibelka, a nie w krzakach, wieczorem możemy zamówić pyszne.pl i obejrzeć film na Netflix zamiast siedzieć w cuchnącym potem namiocie z całą rodziną słuchając po raz tysięczny tej samej opowieści wodza. Niby tak....... ale.....
      Ale jakoś nie widzę tej szczęśliwości na świecie. Mnogość towarów na półkach do wyboru, super wydajne i fikuśne telefony, mega wygodne samochody jakoś nie dają ludziom szczęścia. No bo jak tu być szczęśliwy, skoro sąsiad ma lepszą brykę (i nie daj Boże ładniejszą żonę czy dziewczynę). Jak tu się cieszyć z Samsunga S8, jak w sprzedaży jest już S10. Moje wakacje nie były takie fajne, bo mogłem przecież pojechać na dwa tygodnie, zamiast na jeden. Itd, itd. 
      Okazuje się, że paradoksalnie mnogość wyboru dostępnych opcji i porównywanie się do innych może być powodem nieszczęścia i kiepskiego samopoczucia. To wariactwo, ale często tak jest. Już nie cieszy łazienka w domu, elektryczność i bieżącą woda w kranie. Przecież wszyscy wokół to mają. Jak będę miał coś, czego nikt nie ma, wtedy będzie mi dobrze. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?