Życiowy limit szczęścia

Jak to jest, że klasowa gwiazda, w której wszyscy się kochali kończy jako nieszczęśliwa alkoholiczka z długami w jakieś norze? Albo klasowy głupek i frajer zostaje światowej klasy wirtuozem skrzypiec? Dlaczego nie sposób całe życie przejść od sukcesu do sukcesu? Wymyśliłem na to teorię "limitu szczęścia". Trochę to żartobliwe i niedorzeczne, ale przynajmniej wg mnie ciekawe.
    Otóż, wg mojej teorii każdy ma swój limit szczęścia, który może wykorzystać w ciągu całego życia. Ma jakąś określoną liczbę dobrych dni i ani mniej, ani więcej. Nie można ich dokupić, ani sprzedać.
    Jak to działa? Powiedzmy, że mój limit szczęśliwych dni to 100. Jeśli zdecyduję się wykorzystać je w młodym wieku to spędzam młodość na wagarach, kąpiąc się z pięknymi koleżankami na basenie zamiast się uczyć. Imprezuję co weekend korzystając ze wszystkich uciech, jakie oferuje życie. Tylko, gdy wykorzystam swój limit szczęścia do zera do np czterdziestki, to okazuje się, że budzę się wtedy bez dobrego wykształcenia, bez oszczędności, bez rodziny, bez dzieci, bez ukochanej...... bo przecież czas spędzałem na niezobowiązującej zabawie. Reszta życia upływa już niestety pod mniej szczęśliwą gwiazdą, bo limit się skończył. To jest przykład nieracjonalnego wykorzystania swoich dobrych dni. Zbyt szybko i zbyt intensywnie. 
     A jak wykorzystać swój limit mądrze? Ano jedynym sposobem jest oszczędne korzystanie z niego i nie wykorzystanie go w jednej dziedzinie (np tylko na zabawę). Nadarza się okazja fajnego wyjazdu ze znajomymi w góry? Jadę, jasne. Z limitu schodzi jeden szczęśliwy dzień. Ale gdy zaraz jest okazja kolejnego wyjazdu i następnego..... Hmmm, po co tracić limit na coś znanego? Może lepiej następnym razem pojechać gdzieś z rodziną i wykorzystać kolejny szczęśliwy dzień z nimi? A może odpuścić sobie wyjazdy na jakiś czas i zaoszczędzić kasę na inną okazję? Np. na wypad do Dubaju we dwoje? 
        Ogólnie rzecz ujmując, należy mieć świadomość, że szczęście jest dobrem deficytowym i nie sposób korzystać z niego w nieskończoność. Dlatego wolę korzystać z niego w racjonalny i oszczędny sposób, bo chcę cieszyć się pięknymi dniami do końca długiego życia. Jeśli "wypstrykam" się teraz na wycieczkach ze znajomymi i na imprezach do samego rana, to może zabraknąć mi limitu w wieku 60lat, gdy będę chciał posiedzieć z żoną na werandzie gdzieś na odludziu pijąc z nią kawę (bo po co jej mąż imprezowicz, który wolał spędzić młode lata z kumplami zamiast z nią?).      
   Dlatego, gdy kumple idą na imprezę, to niech idą. Chyba wolę zaoszczędzić ten szczęśliwy dzień na starość. Wolę zaoszczędzić też wątrobę, bo będzie mi potrzebna jeszcze ze 40 lat. 
    Z drugiej strony, ktoś, kto nie korzystał ze swojego limitu powinien z czasem zacząć. Po co być smutasem i siedzieć ciągle w domu? Tobie też należy się trochę dni szczęścia. Nie miałeś nigdy odwagi sięgnąć po coś niesamowitego? Zrób to dzisiaj. Należy Ci się! Czujesz, że zbyt mało szczęśliwych dni Ci się przytrafia? Wstań i skorzystaj ze swojego limitu. Nikt go za Ciebie nie wykorzysta. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko dla twardzieli

indianie

Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?